portfolio | photoblog | blog | book
                                                                 bio | tearsheets | contact
Siedzę właśnie na lotnisku w Zhuhai (Południowe Chiny) i wrzucam wpisy, które powstały podczas podróży. Po udanym i hucznym powitaniu Nowego Roku w Hong Kongu z Rodzicami i Olą, spędziliśmy 2 dni w Makao, by potem wrócić do chińskiego Zhuhai. Mieliśmy wylecieć wczoraj, ale przez rekordowe śnieżyce w Pekinie, lot odwołano i spędziliśmy tu dodatkową noc. Poniżej zaległy wpis, którego ze względu na intensywny tryb zwiedzania nie udało mi się wrzucić wcześniej:
Wykonanie wyroku śmierci na Akmalu Shaikh, to kolejny dowód na to, że Chiny rosną w siłę, wyzbywają się kompleksów i coraz bardziej wierzą w swą potęgę. Chiny idą swoją, jedynie słuszną, drogą ogłaszając to wszem i wobec. Grają na nosie światowym potęgom, które kiedyś nie myślały o Chinach jako o partenerach do dialogu. Skazanie Liu Xiaobo na 11 lat więzienia w samo Boże Narodzenie mimo usilnych prób i prostesów zachodu to kolejny znak, że Chiny za nic mają światową opinię. I jeszcze znamienny artykuł z China Daily pod tytułem: Eksperci ostrzegają obcokrajowców: przestrzegajcie prawa! Przez kontrolowanie Internetu na ogromną skalę (brak Twittera, Facebooka, Youtube, że najpopularniejsze tylko wspomnę), chińskie władze odcinają Chińczyków od zewnętrznego świata. To już w zasadzie nie internet jest ale raczej intranet, a może Chinternet?
To wszystko co się ostatnio dzieje sprawia, że obawiam się, że Chiny stają się odrębnym, wyizolowanym światem samym w sobie. Będą rządzić się swoimi prawami, a może i dojdzie do tego, że to one same będą zwracały uwagę np. Europie jakie rządy sprawować, jakie reformy wdrażać i jakie głosy dopuszczać, a które zagłuszać.
Ale gdy chiński rząd strzela do Shaikha, czy skazuje Liu Xiaobo, pokazuje tym samym Chińczykom, jaki jest mocny. Nacjonalizm chiński to sprawa do odrębnego opisania, ale od czasów Igrzysk w Pekinie zdecydowanie czuć, że Chińczycy stają się pewniejsi siebie, w sensie: bardziej butni. Gigantyczna parada z okazji 60-o lecia ChRL to również sygnał od władzy do mas -- że wszystko na górze w porządku. Że Chińczycy trzymają się mocno i mogą spać spokojnie, bo rząd czuwa i żaden obcokrajowiec nie będzie ingerował w "harmonijne spoleczeństwo"
Zachodnie banki padają, ekonomia się wali, a Chiny dalej do przodu -- w swoim stylu. Państwo Środka jako trzecia gospodarka świata zdaje się już nie liczyć z nikim i z niczym. Ma na uwadze tylko swój własny rozwój; za wszelką cenę. Przy pomocy cenzury, bezwględności i naginania prawa pokazuje światu kto tu rządzi. A Świat? Już tak nie protestuje, bowiem Chiny, a raczej chińskie rezerwy walutowe i chińskie produkty są Światu potrzebne; jest od nich uzależniony. Kolejny przykład? Obrady COP15 w Kopenhadze -- nikt Chinom (największemu emitentowi gazów cieplarnianych) nie postawił się twardo i nie zażądał realnej redukcji emisji. Nikt się nie odważył... Świat nie może żyć bez Chin; coraz rzadziej będzie słychać zdecydowane głosy sprzeciwu wobec Chin... Coraz bardziej bezwzględne i aroganckie robią się Chiny. Coraz dziwniej żyje mi się tu. komentarze (1)
Ciężko jest zacząć pisać po tak długiej przerwie... Wskutek zapytań, sugestii i własnych potrzeb zamierzam reaktywować tego bloga. Jest to dla mnie miejsce, gdzie mogę dać upust swoim obserwacjom w formie tekstowej. Miejsce w sieci, bowiem w polskich drukowanych magazynach/gazetach takiego forum nie mam. Nie ma dużego zainteresowania Chinami w naszym pięknym kraju, ale nie chcę już się nad tym użalać i tracić czasu na przebijanie głową muru. Na tłumaczeniu wydawcom i edytorom roli, jaką Chiny odgrywają już teraz i jaką będą odgrywać za lat parę w sensie globalnym... Świetnie ujął to Konrad Godlewski tutaj. Ja pewnie będę do tego wracał, bo traktując Chiny jako zagrożenie i nie poświęcając im należytej uwagi w mediach tracimy wiele. A żyjąc tu (już ponad 3 lata) widzę jaką siłę stanowi Państwo Środka i jego mieszkańcy. Korzyści i zagrożenia -- nie można ich nie zauważać i przemilczać.
Już dawno chciałem pojechać do Xinjiangu, bardzo interesował mnie ten region ze względu na to, że jest tak inny od reszty Chin (podobnie jak Tybet). Na fali ostatnich wydarzeń w Urumuqi instynktownie chciałem tam udać się od razu. Zaproponowałem pewnemu medium (którego nazwy nie wymienię, żeby nie robić obciachu...) swój akces, że jestem gotowy tam się udać. Niestety, wydatek rzędu 2000PLN (na przelot i hotele) nie mieści się w budżecie na lipiec... Smutne to, a raczej żenujące. Z drugiej jednak strony... Byłbym tam kolejnym dziennikarzem, który może zobaczyć przeważnie to, co lokalne władze zechcą pokazać zagranicznym mediom. Nie wygram poza tym z zachodnimi agencjami informacyjnymi w kategorii szybkości przesyłania informacji, ani ich zdobywania (kasa na fixerów, telefon satelitarny etc.) Oczywiście, mógłbym się wyrwać poza kordon, ale nie jestem specjalistą od tego regionu, nigdy wcześniej tam nie byłem, więc nie będę udawał cwaniaka, ani nie przyłączę się do wykrzykiwania "zamach na wolne media". Zamierzam natomiast pojechać do Xinjiangu za jakieś dwa miesiące, żeby na spokojnie przyjrzeć się relacjom Ujgurzy-Han, a raczej konfrontacjom. komentarze (66)
dłuższy od 140 znaków na Twitterze, albo od równoważnika zdania na Facebooku. co nie znaczy, że będzie bardzo długi. dawniej, jak nie było tych wszystkich społecznościowych przeszkadzaczy/konektorów, pisałem więcej. teraz w głowie układam zdania, które pod wpływem wrzucam na w/w lapidarność, niby sama esencja, a jednak nie. jak patrze na te wpisy, relacjonujące aktualny stan pogodowy, nastrój, czy nazwę właśnie pitego koktajlu -- często mam ochotę wypisać się z tego wszystkiego. szybko ochota jednak przechodzi, bo to część mnie te wpisy/opisy/tweety i udział w mój w cybertowarzystwie, z którego część jest w realu. mam dużo do powiedzenia, pisania, więcej niż te krótkie posty. brak mi często ochoty, żeby tu zajrzeć (ale nie chcę, by każdy mój post na tym blogu wyrażał poczucie winy, że tak rzadko tu zaglądam) mmm, piszę ostatnio więcej i bardziej regularnie o Chinach (przeważnie tu), staram się znaleźć sposób w jaki mógłbym się wyrażać przez ruchome obrazki (co teraz robię dla Polsat News), zdjęcia po głowie chodzą mi też. no i często się zmuszam do tego, żeby jednak zamknąć notebooka i oderwać się od tego cyberświata, co nie jest takie łatwe, zważając na uzależniające google reader, news.google.com, czy te strony społecznościowe właśnie. komentarze (0)